Było to pewnego gorącego, wiosennego popołudnia. Po szkole wybraliśmy się małą, klasową paczką na pizzę do pobliskiej bardzo miłej knajpki. Jak nigdy na mały wypad zgodziła się Monisia, szczupła nie wysoka blondyneczka, której uroda niesamowicie przyciągała mój wzrok. Tego popołudnia była ubrana w jasne, obcisłe ogrodniczki i króciutką koszulkę polo, w których wyglądała słodziutko i niewinnie. Podczas drogi i w samej knajpce moje oczy cały czas uciekały w jej kierunku co praktycznie zupełnie wykluczyło mnie z dyskusji a najczęściej wypowiadanymi przeze mnie słowami było …możesz powtórzyć… lub …co mówiłeś…. Po zjedzeniu wszystkiego zamówiliśmy coś do picia a, że Monika lubiła jeść wszystko z dużą ilością przypraw to i popijała dużą ilością co mię niezmiernie cieszyło. Gdy zbliżała się pora rozstania pożegnaliśmy się a, że Monika mieszkała nieopodal mnie zaproponowałem, że ją odprowadzę. Zgodziła się.

Przed wyjściem kupiłem jeszcze małą cole, którą w mgnieniu oka obydwoje wypiliśmy i w drogę. Do naszej dzielnicy był dość spory kawałek więc poszliśmy na tramwaj, który gdy dochodziliśmy na przystanek właśnie odjeżdżał a następny był za 15 minut więc co robić %u2013 czekamy! Stojąc tak i czekając rozmawialiśmy sobie o pierdołach a ja co chwile spoglądałem na nią, skrzętnie ukrywającą coraz bardziej narastającą chęć skorzystania z ubikacji. Jej dyskretne ruchy ręką w kierunku ściśniętych ud i nerwowe podrygiwania mówiły same za siebie : MUSZE SIKU!!! Patrząc tak na nią nie wytrzymałem i po cichu zapytałem czy czasami nie chce się jej siku? Ona na to, że bardzo i jak zaraz się nie załatwi źle się to skończy. Pomyślałem, że trochę ją wesprę niestety (a raczej stety) tylko słowami w stylu : …wytrzymasz, dasz rade… gdyż pomoc przy znalezieniu ubikacji czy krzaczków w centrum miasta w późne popołudnie była rzeczą niemożliwą.

W końcu doczekaliśmy się tramwaju i szybko wsiedliśmy. Gdy dojechaliśmy na nasz przystanek Monika była już na skraju wytrzymałości nie krępowało jej już nawet uciskanie cipki na oczach ludzi, których było wokół nas niemało. Szliśmy tak i co chwile robiliśmy małe przystanki by mogła przycupnąć i odpocząć a ja dzięki nim miałem jeszcze większy odlot, który osiągnął szczyt w momencie gdy doszliśmy do klatki schodowej jej domu. W tym miejscu puściła chyba wszystko co trzymała od rana a jej nerwowe ruchy skierowane w kierunku mocno zapiętych szelek w niczym nie mogły jej już pomóc. Stojąc tak i słodko puszczając siuśki widziałem jak jej ogrodniczki natychmiastowo zmieniają kolor a delikatny strumyk moczu przedostając się przez skrzyżowane nóżki wydostaje się na zewnątrz. Po fakcie obiecałem, że nikt się o tym nie dowie.

 

Dodaj komentarz