Wypadek na imprezie

Kiedyś uczestniczyłem w pewnej studenckiej imprezie. Spotkaliśmy się w moim pokoju w akademiku, który dzieliłem z trzema kolegami. Zaprosiliśmy też trzy koleżanki. Oczywiście, jak to podczas takich spotkań, piwo szło za piwem. Muszę przyznać, że atmosfera była przednia. Jako że złotego napoju sobie nie żałowaliśmy, szybko zaczęło szumieć nam w głowach.

Po około 2 godzinach jedna z koleżanek odpadła. Było to niewysokie dziewczę o długich ciemnych włosach. Zasnęła na swoim krześle. Siedziała na nim nijako od drugiej strony, przodem do oparcia, trzymając na nim ręce. W ten sposób musiała siedzieć z nogami mocno rozwartymi oczywiście. W takiej właśnie pozycji zasnęła. Miała na sobie jasne jeansy i jakieś sportowe buty. Szczegółów ubioru niestety nie pamiętam. Tak czy inaczej, nawet gdy nasza koleżanka już spała, my balowaliśmy dalej. W pewnym momencie wszyscy usłyszeliśmy coś jakby rozpryskujący się o podłogę strumień wody. Początkowo nie skojarzyliśmy co się stało. Zaczęliśmy się rozglądać za źródłem dźwięku i wtedy to zobaczyliśmy. To była nasza śpiąca koleżanka.

Na początku troszkę nas zatkało ale zaraz zrozumieliśmy. Ta śpiąca dziewczyna siusiała. I to siusiała tak jak spała. Na krześle i w spodnie. Na jej białych jeansach ciemna plama szybko się powiększała, a pod krzesłem tworzyła się coraz większa kałuża. W ten sposób wysiusiała się do końca i nawet się nie przebudziła. Po tym incydencie zamilkliśmy na chwilę. Koleżanki próbowały ją dobudzić, lecz bezskutecznie. W końcu wróciliśmy do imprezy, pozwalając jej tak spać w przemoczonych spodniach.

Nie obudziła się do końca. Po około 2-3 godzinach, gdy stwierdziliśmy że czas kończyć, zanieśliśmy ją do jej pokoju i tam zostawiliśmy. Na drugi dzień, gdy ją spotkaliśmy, zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. I pewnie tak było najlepiej.