Aktualności: Chcesz mieć pełny dostęp do forum? Zarejestruj się i utworz konto :)

Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
Sierpień 20, 2019, 05:21

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Ostatnio na forum

użytkowników
  • Użytkowników w sumie: 119
  • Najnowszy: Apolonix
Statystyki
  • Wiadomości w sumie: 2122
  • Wątków w sumie: 215
  • Dziś online: 7
  • Najwięcej online: 22
  • (Marzec 04, 2018, 11:26)
Użytkownicy online
Użytkowników: 0
Gości: 8
W sumie: 8

Shoutbox

szmugglarz: Nowe opowiadanie na forum - Aktorka: https://mokrazabawa.pl/forum/index.php/topic,269.0.html 2019 Jun 07 18:36:30

szmugglarz: Generalnie prace techniczne na forum zostały zakończone z powodzeniem 2019 Apr 01 00:17:35

szmugglarz: Zdaje się, że usunąłem problem z krzakami. Gdyby jednak gdzieś się jeszcze zdarzyły proszę o info :) 2019 Feb 17 20:12:20

szmugglarz: Prace techniczne generalnie uważam za zakończone. Nieco się przy konwersji bazy polskie znaki rozpieprzyły co w najbliższym czasie zostanie naprawione. 2019 Feb 17 16:51:49

Autor Wątek: Pieluchator - pierwsze starcie  (Przeczytany 2907 razy)

Offline Manowar

  • Globalny Inwestor
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 448
  • Karma: +6/-1
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Pieluchator - pierwsze starcie
« Odpowiedź #15 dnia: Październik 02, 2017, 19:41 »
Przypominam, że autorką tego opowiadania jest Ola - Sandokanka. Wklejam je dlatego, aby jeśli ktoś nie miał okazji poznać jej twórczości, mógł chociaż trochę ją poznać. Inne opa, którymi dysponuję, nigdy nie zostały dokończone.

ODCINEK 4
—————–

Dochodziła 21, chłopacy przyszli na spotkanie na czas, Ropuch , który wcześniej opił się mlekiem z butelki – spał jak niemowlę na moim łóżku.

– Wstawaj Ropuch, koniec lenistwa! Czas na spotkanie- zawołałem i rzuciłem w niego pieluchą tetrową, która opadłą na jego twarz.
Ropuch zerwał się na równe nogi.
– Co jest, gdzie, jak?! Wszyscy na podłogę, nadciąga wróg! – wrzeszczał Ropuch.
– Ha ha ha – wszyscy roześmialiśmy się w głos. Ropuch chyba się ocknął, bo wybałuszył znowu swoje zaspane ślepia i wymamrotał:
– He? Coś mi się śniło? Gdzie jestem? – usiadł z powrotem na łóżku.
– Dobra panowie, koniec żartów, musimy pogadać, ważne sprawy musimy omówić! – powiedziałem donośnym głosem i spojrzałem po chłopakach.

Siedzieli i patrzyli na mnie z zaciekawieniem.
Najbliżej mnie siedział Cycek, miał chyba 20 lat, rude włosy, piegi i był gruby jak beczka. Nazwaliśmy go tak, kiedy dowiedzieliśmy się, że do sześciu lat doił mleko z mamusinego cycka. Wszyscy się z niego wtedy śmiali, a on nic sobie z tego nie robił, miał młodszego o pięć lat brata i w pełni z tego korzystał.

Obok niego siedział MałyZiomek, miał ledwie 160cm wzrostu i do wszystkich zwracał się „ziom” albo „ziomuś” i tak zostało.
Teraz ssał swojego różowego smoczka tak mocno, że smoczek ruszał się w jego ustach w rytmicznym tempie „góra-dół”.
Obok MałegoZiomka na taborecie siedział Płaczek.
Jako jedyny zauważyłem, że miał w dresiku pieluchę, poprostu wystawała ze spodni jak usiadł.
– Płaczek wyskakuj z pamperska, ale już! Nie chcemy chyba, żeby nas namierzyli Pieluchatorzy, prawda?- spojrzałem znacząco na Płaczka.
– Pielucha… pieluchatorzy?? A kto to?
– Nie ważne ,potem wyjaśnię, wyskakuj z pieluchy!
– Dobra szefie, ale mam mokro, mam wyrzucić?
– No ja cię nie będę przewijał, rób co chcesz, byleby nie było na tobie pieluch.

Płaczek wstał i poszedł do łazienki, a właściwie do prowizorki w mojej kryjówce, którą nazywałem łazienką.
Płaczek zgubił kiedyś swojego ukochanego pluszowego misiaka, z którym przyjaźnił się od dziecka. Płakał za nim chyba z tydzień i niczym nie szło go udobruchać. Dlatego nazwaliśmy go wtedy Płaczkiem. Miał z trzydzieści lat i bardzo jasne, długie do ramion włosy.

Tak więc w mojej kryjówce siedziałem ja, Ropuch, MałyZiomek, Płaczek, Cycek oraz jedyna dziewczyna.

Była nią śliczna Zuza o czarnych włosach i dwóch kitkach sterczących na głowie. Miała piwne oczy, była pulchniutka i zawsze uśmiechnięta. Pomimo swoich 19 lat, miała zawsze przypięty do swojej sukienki, albo sweterka łańcuszek ze swoim wielkim granatowym smoczkiem.

Kiedy tylko nie musiała nic mówić- smoczek ochoczo wkładała do buzi i gryzła niczym gumę do żucia.

Była jedyną infantylną dziewczyną, jaką znałem w swoim długim życiu. Kiedyś, jakieś dwa lata temu byliśmy w mc Cruisie i głupi Ropuch- dla zabawy – podniósł jej spódniczkę, pamiętam ten widok do dziś- Zuza miała wtedy niebieskie majtki w jakieś wzorki a na pupie spod majtek wchodziły falbanki od pampersa, tego widoku nie zapomnę do końca życia.
Wtedy Ropuch dostał od niej po łbie, a my się śmialiśmy do rozpuku.

Nikt nawet nie wspomniał, że widzieliśmy pieluchę u Zuzki. Tylko Pampi coś zaczął gadać, ale pamiętam, że go przegadaliśmy, nie chcieliśmy, aby nasza Ejbka wiedziała, że zauważyliśmy pieluszkę w jej majteczkach, może nie chciała, nie chcieliśmy jej krępować.

Ale zawsze mówiła, że uwielbia czuć się jakby była malutka. Cała Zuzia.

– Zuza, mam nadzieję, że nie masz w dżinsach pieluszki? -spytałem kierując wzrok na jej krocze. Miała nieziemsko obcisłe- jasno niebieskie spodnie, niczego nie zauważyłem między jej nogami, ale wolałem się upewnić.
– Nie szef, tylko wkładka malutka, to chyba nie jest zabronione przez Unie? Jestem w końcu dziewczyną! – zrobiła się zła.
– Na szczęście wkładki dla kobietek i podpaski oraz tampony nie uznano w Unii za jakiekolwiek EKO-zagrożenie. Im chodzi tylko o ejbów Zuziu…- powiedziałem smutnym głosem – między innymi dlatego musimy pogadać,zauważyliście chyba, że nie ma z nami Pampiego?
– Właśnie!- wrzasnął MałyZiomek – gdzie Pampi??
– Schwytali go Pieluchatorzy, sądzę, że wycisnęli z niego wszystko o nas i naszej kryjówce, dlatego zabroniłem wam nosić tu pieluch, oni mają specjalne wbudowane czujniki, które znajdują każdą pieluchę z odległości nawet stu metrów!
– O rany…to straszne..- zawołał Płaczek.
– Szefie, a jak znajdą nasze zdjęte pieluchy? To co wtedy?
– Znaleźć sobie mogą, niczego nie udowodnią, jeśli nie zobaczą ich na naszych tyłkach! Chroni nas prawo Unii, mówiące o nietykalności bez powodu.
– Aha…a co szef chce zrobić z kryjówką? -zapytał Ropuch i wytrzeszczył gały.
– Mam pewien plan…Posłuchajcie…

Nagle usłyszeliśmy na zewnątrz ruch, ktoś lub coś chodziło przed naszym wejściem do włazu, deszcz już ledwo siąpił, było ciemno, ale słyszeliśmy wyraźnie jakieś kroki. Wszyscy zamarliśmy…

Ktoś chodził przed naszym włazem. Nakazałem absolutną ciszę, przyłożyłem palec wskazujący do ust, co miało znaczyć ” ani mru, mru”.

Ciszę przerywał co chwila jakiś chrobot przed wejściem, słychać też było padający, rzęsisty deszcz.
Pokazałem ruchem ręki Ropuchowi, żeby podał mi moje televi, które leżało na moim łóżku. Ropuch sięgnął po urządzenie i rzucił mi zamaszyście. Pech polegał na tym, że nie złapałem televi i spadło na podłogę.

Odgłos musiał sprawić, że ktoś, lub coś przed włazem zaczęło nasłuchiwać, bo zrobiła się totalna cisza, poczułem jak pot skrapla się na moich plecach i usłyszałem popiskiwanie Płaczka, który prawdopodobnie właśnie umierał ze strachu.
Kiedy zobaczył moją groźną minę – zatkał usta dłonią, ale było za późno, drzwi naszego włazu otwarły się z wielkim hukiem i w wejściu ukazało się dwóch ubranych w czarne kombinezony w chełmach z czarną osłoną na oczy Pieluchatorów Unii.

Podskoczyłem i zerwałem się na równe nogi. Płaczek wybuchnął płaczem, kątem oka spojrzałem na Zuzkę, która skuliła się na fotelu jak wystraszony zając.
– Zostać na swoich miejscach i nie ruszać się! – powiedział niskim głosem jeden z Agentów, po czym przeładował jakieś urządzenie, które trzymał w ręku. Nie była to broń, lecz coś w rodzaju skanera GPS.

– O co chodzi do cholery?- zapytałem, udając całkowity spokój.
– Zamknij się! – usłyszałem w odpowiedzi.
Trzymający w ręku skaner zaczął podchodzić do każdego z nas. Zaczął właśnie ode mnie.
– Czysty! – powiedział do swojego kumpla w czarnym kombinezonie. Następnie podszedł do Ropucha. Też był podobno czysty, co miało prawdopodobnie znaczyć, że nie ma pieluchy na sobie. Wydawało mi się, że sytuacja zostanie opanowana.

Ale straciłem nadzieję kiedy podszedł do Zuzki. Skaner zaczął przeraźliwie piszczeć właśnie przy naszej jedynej Ejbce.
– Jest! – zawołał złowrogo Pieluchator- nie myliliśmy się, to Ejb! – spojrzał na swojego kumpla.
Nie było widać ich oczu, ani wyrazu twarzy, bo jak wspomniałem, mieli na sobie czarne chełmy z osłoną.

Wyglądali trochę jak motocykliści z czasów gdy jeszcze jeździły ścigacze. Jedyne co ich różniło, to kombinezony pokryte jakąś nieznaną mi elektroniką.
Zuzka wstała, minę miała nietęgą. Było widać, że boi się okrutnie.
– Zgodnie z prawem Unii zostaniesz teraz rozebrany do naga, jeśli…
– Chyba rozebrana chciałeś powiedzieć głupi robocie, jestem dziewczyną! – zawołała Zuza roztrzęsionym głosem.
– Zamknij się Ejbie! – zawołał drugi z oprawców – zostaniesz rozebrany do naga, jeśli masz na sobie pieluchę, zostaniesz aresztowany i przewieziony do centralii!

Nie wiedziałem co robić, Zuza mówiła przecież, że nie ma pieluszki na sobie, sądziłem, że to może prowokacja z ich strony, krzyknąłem tylko:
– Nie macie prawa! To dziewczyna! Nie możecie… – nie dokończyłem, bo poczułem uderzenie jakimś przedmiotem w żołądek, a potem w twarz. Upadłem i nie mogłem złapać oddechu. Płaczek ryczał jak niemowlę, Zuza zaczęła się szarpać, to wszystko widziałem z perspektywy leżącego na podłodze.
Nasza Ejbka nie miała jednak szans. Jeden z Pieluchatorów wykręcił jej ręce, a drugi zaczął rozbierać, zdjął Zuzi długi sweter, potem koszulkę i stanik, było nam wszystkim strasznie niezręcznie gapić się na piersi Zuzki, nie miała dużych, ale sam fakt!

Widziałem jak Cycek odwrócił głowę, spojrzałem na Ropucha i Małego Ziomka, oboje gapili się z otwartymi ustami, chyba nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji…

Kiedy zaczęli ściągać Zuzi jej obcisłe spodnie, sytuacja wyglądała przez moment nieco komicznie, bo nie mogli jej wydobyć z tych ciasnych dżinsów, jednak w końcu jeden z Pieluchatorów szarpnął za nogawki i Zuza stała teraz w samych białych, bawełnianych majtkach w różowe kropki.

Zamknąłem jedno oko, ale drugim spojrzałem na jej krocze, przeraziłem się, wyraźnie wystawał z majtek – sprowadzony z Japonii pampers, tzw. Setoko Diaper, czyli różówy pampek zapinany na dwie grube rzepy na brzuchu.

Agent, który trzymał skaner, schował go i opuścił Zuzi majtki. Spojrzałem na twarz dziewczyny, była cała czerwona, a po polikach spływały jej krokodylowe łzy.
Oprawca zdjął odpiął jej pieluchę i podniósł do góry. Przeskanował pieluszkę.

– Są niewielkie ślady moczu oraz śluzu- zwrócił się do kumpla. Ten pokiwał głową.
Zuza stała nagusieńka jak ją stwórca stworzył, rękoma zakrywała niewielkie piersi, ale nie mogłem się oprzeć i spojrzałem na jej małą szparkę, wyglądała jak niemowlak, nie znalazłem żadnego owłosienia. Płakała.
– Proszę, puście mnie, ja noszę pieluszkę bo mama mi każe, bo nie zawsze zdąże do toalety, nie jestem Ejbką, nienawidzę nosić pieluszki, ale mama mnie zmusza- kłamała Zuza i płakała. Było mi jej żal. Ból żołądka nieco minął, podniosłem się na kolana.
– Zostawcie ją, jest chora…- wybełkotałem, ale nie poznałem swojego głosu, miałem chyba uszkodzony język, bo zobaczyłem krew na ręce, gdy dotknąłem nią swoich ust.
– Zgodnie z prawem Unii zostajesz teraz aresztowana i zostaniesz…

Pieluchator nie dokończył, bo stało się coś, czego nie spodziewałbym się w najczarniejszym śnie…
You ain't cool unless you pee your pants

Offline Manowar

  • Globalny Inwestor
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 448
  • Karma: +6/-1
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Pieluchator - pierwsze starcie
« Odpowiedź #16 dnia: Październik 10, 2017, 10:18 »
ODCINEK 5
————–

Stało się coś, co wpłynęło na dalszy rozwój wypadków w naszej kryjówce!
Nagle Ropuch wstał ze starego fotela niczym błyskawica i ku zaskoczeniu wszystkich wskoczył na plecy dwa razy większego Pieluchatora!
– Co jest do cholery?! – wrzasnął.
Drugi- widząc to skierował ku niemu broń i w tym momencie golutka Zuzka ugryzła go w nadgarstek.

Ten zawył z bólu i upuścił laserowy usypiacz, podbiegłem i chwyciłem to dziwactwo i wycelowałem w jednego z nich, Ropuch cały czas wisiał temu większemu na plecach rozpaczliwie machając w powietrzu nogami, Płaczek ku mojemu zdumieniu, chwycił stojącą przy moim stole deskę i uderzył go w akcie rozpaczy w czarny chełm!

Pieluchator padł jak nieżywy, a ja, cóż, może nie zrobiłem zbyt elegancko (w końcu to był gość) -podbiegłem i kolbą laserowego usypiacza – walnąłem zaskoczonemu Pieluchatorowi w żołądek, a następnie poprawiłem celując w tył głowy. Pomimo, że miał swój chełm – również zwalił się na podłogę niczym trup!

Nastała cisza.
Nikt nie wiedział co powiedzieć, Ropuch leżał na podłodze i trząsł się jak osika, Płaczek po swojemu zalał się łzami, a ja? Byłem zdruzgotany tą sytuacją…

Spojrzałem na Zuzę, stała wpatrując się w leżących Agentów Unii – cała drżała. Podałem jej pieluszkę, która leżała na podłodze.
– Proszę, zapnij sobie…- Zuza nie zareagowała, pomyślałem, że jest w szoku.
– Zuza! – wrzasnąłem. Spojrzała na mnie niewidzącymi ślicznymi oczkami, czerwonymi od płaczu.
– Położ się, pozwolisz, że zapnę ci pampka, ok?

Echo, zero odzewu. Podszedłem, chwyciłem ją delikatnie za rękę i położyłem na łóżku – Ubiorę cię, ok?

Spojrzałem na chłopaków.
– Czego się gapicie? Zwiążcie tych bandytów, bo zaraz się ockną! I nie gapcie się tak, muszę ją ubrać, odwracać się, ale już!

Nagle jeden z Agentów poruszył się i jęknął.
– Kurde, na co czekacie? Wiązać ich, sznur jest w tej starej komodzie, Ropuch zrywaj się, to rozkaz!
– Robi się szefie!

Ropuch wspólnie z Cyckiem zawiązali ręce i nogi Agentom. W pewnym momencie jeden z nich podniósł głowę w swoim czarnym chełmie i zaczął coś niezrozumiale bełkotać.

– Suune burue pielu areszto sune…

Ropuch spojrzał z rozbawieniem na mnie. Uśmiechnąłem się i dałem mu znak głową. Rozumieliśmy sie czasami bez słowa z Ropuchem i to mi imponowało u niego.
Tym razem też zrozumiał. Wziął deskę i powtórnie przyłożył mamroczącemu Pileuchatorowi. Agent coś krzyknął i znowu zapadł w zapomnienie.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Tylko Zuza leżała nagusieńka na łóżku.

– Ropuch, ty zostajesz, reszta idźcie na zewnątrz, sprzawdźcie, czy nie ma wroga w pobliżu- powiedziałem i mrugnąłem do Ropucha. Niechętnie, ale wstali i poszli, Płaczek nawet przestał ryczeć i zaczął się uśmiechać, pewnie poczuł się bezpieczny.
– Chwila! – krzyknąłem. Stanęli, jak wryci.
– Płaczek, Cycek, a gdzie MałyZiomek?!
Spojrzeli w kąt, gdzie siedział Ziomek zanim wpadli Agenci. Nie było po nim śladu.
– Szefie, był tu jeszcze zanim wpadły te uzwojone kable- powiedział Cycek.
– Był, był, tyle to ja wiem, ale gdzie teraz jest? – spytałem zirytowany.
– Nie mamy pojęcia…
– Poszukajcie go, może jakoś wyszedł niezauważenie na zewnątrz jak oprawialiśmy Agentów?
– Jasne, poszukamy go- zasalutował do swojej czupryny Płaczek i wyszli.

Zostaliśmy z Ropuchem w naszej „jaskini” z zawiązanymi, nieprzytomnymi Agentami oraz leżącą na łożku i patrzącą w sufit nagą Zuzanką.
– Pomożesz mi ją ubrać- powiedziałem do Ropucha.
– Ja? Nie umiem- zająknął się i wytrzeszczył na mnie oczy.
– To chociaż podnieś ją do pozycji siedzącej, muszę jej zapiąć staniczek i włożyć koszulkę, sam nie dam rady- powiedziałem cicho i podniosłem z podłogi mały błękitny staniczek.
Spojrzałem na Zuzę. Patrzała w sufit i chyba nadal była w szoku.
– Zuzka, ubierzesz się sama, czy mam ci pomóc?

Echo. Bez odzewu. Tak milcząc wyglądała rzeczywiście jak mała dziewuszka, a nie jak dziewiętnastoletnia dziewczyna.
– Założę ci ciuszki dobrze? Nie możesz tak leżeć nagusieńka, bo się przeziębisz, dobrze?
Nic.
Kiwnąłem Ropuchowi, żeby ja posadził.
Chwycił ja za ramiona i posadził. Usiadła bezwładnie.
Nałożyłem staniczek i wsadziłem jej ręce w ramiączka..
– Zapnij z tył Ropuch, umiesz chyba?
– Yyy, no…
– Zapinaj, nie marudź, nie mamy czasu, zaraz będzie trzeba coś zrobić z tymi tu! – wskazałem na leżących na podłodze Agentów.

Męczył się i męczył, coś mamrotał, zagryzł język, wytrzeszczył gały i w końcu z triumfem wykrzyknął.
– Zapiąłem szefie!

śmiać mi się chciało z jego nieporadności, ale nie dałem po sobie poznać. Domyśliłem się, że była to jego pierwsza, życiowa próba odnośnie zapinania dziewczynie biustonosza.

Nałożyłem Zuzi przez głowę koszulkę i położyłem ją delikatnie z powrotem na łóżku.
Teraz najgorsze- pomyślałem.
– Przynieś mój puder- wskazałem Ropuchowi szafkę przy łóżku.
– Jaki?
– Ropuch!
– No dobra już dobra, szefie, idę! -Ropuch czasami mnie też denerwował.

Podłożyłem pod pupę Zuzy pieluszkę. Powiem wam tylko, że jej słodkości były bardzo pociagające.
Ale musiałem się opanować, to była moja jedyna ejbka i musiałem traktować ją wyłącznie w kategoriach służbowych.
Rozłożyłem jej lekko nogi i posypałem między nimi puderkiem, który przyniósł Ropuch.
Był to puder szwedzkiej firmy Bonsen, rewelacyjnie pachnący.

Zapiąłem jej pieluszkę rzepami i założyłem majteczki, a następnie z pewna trudnością, ale udało się – rajtuzki.

Nagle Zuza wstała jakby rażona piorunem.
– Szef! Co szef robi w moim domu? -wrzasnęła. Rozejrzała się po naszej kryjówce i zrozumiałą swoją pomyłkę.
– Gdzie ja jestem, co tu się dzieje? Gdzie mama? -zapytała teraz z trzęsącym głosem i chwyciła się za bluzkę. Domyśliłem się, że chciała wziąść szybko do buzi smoczka, ale nie miała go przypiętego do swojej bluzki.
Schyliłem się pod łożko. Leżał. Podniosłem go i namoczyłem w szklance stojącej przy stoliku. Był w nim sok marchwiowy.

Włożyłem pośpiesznie Zuzce smoczka do ust, od razu zaczęła go ssać, poczułem, że też muszę, ale nie chciałem teraz tego robić przy Zuzi.
– Zuziu, nic nie pamiętasz? Byliśmy u mnie całą ferajną, kiedy wpadli Agenci, wykryli twoją pieluszkę, a mówiłaś, że nie masz…
– Och, przepraszam, tak…Pamiętam…Oni, czy oni…
– Nie Zuza, nic ci nie zrobili, załatwiliśmy ich! -wtrącił się Ropuch.
– To prawda, nic ci nie zrobili, wszystko jest ok Zuziu…
– To dlaczego nic nie pamiętam? – spytała Zuza spoglądając na mnie swoimi pięknymi, piwnymi oczkami, smoczek w jej ustach poruszał się w jednostajnym tempie, ssała go z wielką potrzebą.
– Rozebrali cię, pewnie ze strachu dostałaś lekkiej amnezji, ale nie dopuściliśmy, żeby zrobili ci krzywdę, Ropuch to odważny facet, on stanął jako pierwszy w twojej obronie…
Ropuch spuścił wzrok.
– Gdzie tam ja szefie odważny, tak wyszło….-powiedział czerwony jak róża w moim ogrodzie.
– Dziękuję, Ropuch… – powiedziała Zuzka i usiadła. W samych białych rajtuzach z widoczną pieluchą wyglądała przesłodko.

Nagle do naszej kryjówki wpadł Płaczek z Cyckiem.
– Szefie, tragedia!
– Co się stało? – zapytałem zdziwiony.

You ain't cool unless you pee your pants

Offline Manowar

  • Globalny Inwestor
  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 448
  • Karma: +6/-1
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Pieluchator - pierwsze starcie
« Odpowiedź #17 dnia: Październik 11, 2017, 20:43 »
ODCINEK 6 (ostatni)
————————

– Ziomek nie żyje! – wypalił Cycek.
– Co takiego?? – zawołałem wystraszony nie na żarty.
– Leży i się nie rusza, chyba nie oddycha…
– Chyba?! – spytałem – Chodźmy sprawdzić. Zuzka zostań z Ropuchem.

Wyszliśmy na zewnątrz. Było prawie ciemno. Znowu zaczęło lać jak z cebra, wiatr hulał tak, że można było polatać po wysypisku, jeśli ktoś nie ważył zbyt wiele.
– Gdzie leży? – zapytałem.
– Tam! – wskazał ręką Płaczek i zaczął się trząść- Szefie ja tu zostanę, idź z Cyckiem.
– Wracaj do siedziby, popilnuj tych Agentów.

Podeszliśmy z Cyckiem do MałegoZiomka. Leżał twarzą do ziemi. Schyliłem się i nagle zauważyłem, że ma do połowy opuszczone spodnie. Sprawdziłem puls. Był.
– żyje… – powiedziałem raczej sam do siebie.
– I co, i co szefuńciu, nie żyje? – pisnął Cycek cały dygocząc.
– żyje. I ma się dobrze. Dostał zastrzyk. Od Pieluchatorów, ten sam, co Pampi…
– Uff, to dobrze…
– Niezbyt…To znaczy dobrze, że żyje, ale sytuacja robie się nieciekawa…- krzyczałem do Cycka, bo wiatr i ulewa uniemożliwiały normalną rozmowę.
– Jak to?
– Kto zrobił zastrzyk, jak Agenci leżą związani u nas? A Ziomek zwinął się już jak leżeli…
– O matko…- zawył Cycek- to znaczy, że jeszcze tu ktoś jest?
– Możliwe, że tak, a może już nie…Nie wiem, może szukają swoich żołnierzy gdzieś w pobliżu, zwijajmy się do siedziby…
– A co z Ziom…Ziomkiem?- krzyknął Cycek i wytarł z oczu strugi zalewającego deszczu. Byliśmy przemoknięci do przysłowiowej suchej nitki.
– Zakopiemy go tu!
– Szefie, że co?! Jak to?! – krzyknął Cyc.
– żartowałem! Zabieramy go do środka, chwytaj go za nogi, ja za ręce!

Kiedy chcieliśmy podnieść naszego przyjaciela ejba z ziemi, ten się ocknął.
– A więc tu jesteście marne ejby! – wrzasnął z furią w oczach.
– He? – zdziwił się Cycek. – Co on wygaduje?!
– To zastrzyk działa, jest już załatwiony, przeszedł na stronę Agentów Unii! – wrzasnąłem do ucha Cyckowi.
– To co teraz?
– Ma wykasowaną pamięć, nie pamięta, gdzie jest nasza siedziba, jak go tu zostawimy, pójdzie w swoją stronę, nie znajdzie nas…
– Ale jak, przecież nie zostawimy tu kolegi naszego? – krzyknął przerażony Cycek.
– Załatwię was do licha, wybiję wam z głowy pieluchy łajzy paskudne! – MałyZiomek wstał i zaczął szarpać Cycka.

Nie zwlekając dłużej ciosem kung-fu przywaliłem Ziomkowi w kark. Padł jak rażony prądem.
– Jak widzisz Cycu, to już nie jest nasz przyjaciel, musi tu zostać, a my uciekajmy do naszej kryjówki…
– Serio szefie?
– Serio, sam widzisz, ma tok myślenia odwrócony przeciwko swoim przyjaciołom, to efekt zastrzyku od Agentów! – wrzasnąłem i zacząłem biec do siedzimy. Cycek stał oszołomiony. Zatrzymałem się.
– Idziesz do cholery? Na co czekasz? – wrzasnąłem.
Cycek zerwał się i ruszyliśmy do naszej kryjówki.

Wpadliśmy cali mokrzy, zdyszani i zziębnięci.
– Ropuch podgrzej mleko, napijemy się czegoś gorącego! – krzyknąłem w progu.
– Co się stało, gdzie MałyZiomek?
– Straciliśmy go…
– Nie żyje? – zawołała wystraszona Zuza.
– żyje, ale jest zdrajcą, dostał zastrzyk – wypalił Cycek.
– O cholercia…- pisnął Ropuch i wytrzeszczył gały.
– Spokojnie, jest nas jeszcze pięciu! Coś wymyślimy, przecież się nie poddamy! – przywołałem załogę Ejbów do porządku – nie panikujcie, mam pewien pomysł… – zamyśliłem się i spojrzałem na leżących na podłodze, związanych i coś mamroczących Agentów Unii.

Nagle zadźwięczał sygnał mojego televi. Spojrzałem na wyświetlacz.
– To nasi przyjaciele z Czech!- zawołałem uradowany. W międzyczasie Ropuch podał mi ręcznik, który położyłem na mojej zmoczonej głowie, a Zuza właśnie nalewała gorące mleko do naszych butelek.
Rozłożyłem televi aby rozpocząć transmisję.
– Dobre weczer! – usłyszałem.
– Witajcie! Co się dzieje? – zapytałem i uśmiechnąłem się przyjaźnie do Stepanka po drugiej stronie televi.

To był nasz dobry znajomy, Ejb z Czech.
– Ja se tak myslawił, ze my se porozumiem a moja mamicka wyszoła i my patajem co u was, zijetie radosnie?
– Och, Stepanek, nie jest wesoło, gonią nas Agenci, straciliśmy dwóch ludzi…
Spojrzał wystraszony.
– O ne, u nas nebyło jesze Agenta, myslitie że muszimy zdjełat ochronkę?
– Koniecznie! Szukają nas wszędzie, musicie być bardzo ostrożni!- zawołałem.
– A my se…. – i nagle połączenie się przerwało. Za drzwiami huknął piorun. Zuza spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczkami, popijając ciepłe mleczko z mojej butelki..
– Psia mać- zawołałem. -Słuchajcie, mam rewelacyjny pomysł co zrobić z tymi tu…- spojrzałem na Agentów.
Spojrzeli na mnie z zaciekawieniem.
– Niech szef mówi!- powiedział Ropuch.

Postanowiłem nie czekać, tylko zabrać się za realizację mojego pomysłu.

– Ropuch, ile miałeś pieluch jak tu przyszedłeś?
– He?! – Ropuch znowu wytrzeszczył gały.
– Pytam ile miałeś na sobie i gdzie je schowałeś, jak kazałem ci je zdjąć!
– No dwie miałem…tam schowałem! – wskazał palcem pod moje łóżko.

– Dobra…a ty Cycek? I ty Płaczek? – spojrzałem na nich.
– Ja dwie…- zaczął Cycek – ale…
– Ja jedną szef i schowa…- zaczął Płaczek.
– A ja jak zdjąłem…- wszedł mu w słowo Cyc.
– Miałem dwie, ale..- zagadał znowu Płaczek.
– Kiedy szef mówił…- zaczęli się przekrzykiwać jak dzieci w przedszkolu.
Zuzka zachichotała.

– Cisza!!!! – wrzasnąłem. – Odbiło wam? Po kolei mówcie! Cycek ty pierwszy!
Kiedy dowiedziałem się w końcu, kto ile miał pampersiaków na sobie i gdzie je pochowali – zawołałem:
– Płaczek wszystkie pieluchy mi tu przynieś, ale szybciutko! Ropuch ze mną. Nie mamy czasu.
– Gdzie idziemy szefie? – spytał ten, co miał ślepia jak ropucha.

Na znak zniecierpliwienia przewróciłem oczami i wciągnąłem powietrze do płuc, by po chwili je wypuścić.
– Nigdzie Ropusiu nie idziemy, widzisz tu leżących Agentów?
– No…yyy… widzę…
Pokiwałem z dezaprobata głową. Z kim ja muszę tu się męczyć- pomyślałem.

– Zuziu, weź dwie butelki, nalej do nich mleka i dolej spirytusu, mam schowaną buteleczkę w szafce.
– Spirytusu?! – wrzasnął Ropuch. – Szef będzie teraz łupał spiryt?!
– Ropuch, myślałem, że jesteś jednak nieco mądrzejszy, ale się pomyliłem- zaśmiałem się szczerze, bo Ropuch rozbawił mnie tym tekstem.
– Po co ci szef to?- spytała Zuza. W tym momencie Płaczek rzucił stos pieluch na moje łóżko.
– Wszystkie jakie znalazłem.- stwierdził i spojrzał z zaciekawieniem, nie mając pojęcia po co mi ich pampersy.
– Dobra, mam nadzieję, że żadne nie są …no wiecie…zmoczone? – spytałem.

Wszyscy jakby się umówili zaprzeczyli ruchem głowy. Tylko Ropuch miał głupawą minę.
– Co jest? – spytałem.
– No, jakby powiedzieć…trochę nasikałem, jak tu szedłem szefie…- zaczerwienił się.
– Dobra, o jedną mokrą pieluchę nie chodzi…- uśmiechnąłem się.- Zuza rób miksturę do butelek, a my w czwórkę do dzieła, rozbieramy Pieluchatorów do naga!
Stanęli jak wryci. Ropuch zawsze uwielbiał wytrzeszczać te swoje wyłupiaste oczy, ale teraz przeszedł samego siebie.
– że co?? – wykrzyknęli niemal chórem. Nagle jeden z agentów ocknął się i zaczął się szarpać. Próbował uwolnić się ze sznurów, które miał zawiązane z tyłu na rękach i wokół tułowia.

Wziąłem od Zuzi pełną butelkę mleka z dodatkiem spirytusu i podszedłem do Agenta.
– Pić się chce? – spytałem stanowczym głosem.
– Egreh pici pici rehege – zaczął coś mamrotać Agent Unii, ale nie zastanawiając się długo, wsadziłem mu do gęby smoczek z miksturą.
– Pij łajzo! – wrzasnąłem. Moje Ejby patrzały na to z otwartymi ustami.
– Dawaj drugą butelkę- zawołałem do Zuzki.

Podała mi.
– Mi nie dawaj, karmię jednego, a ty drugiego!- zawołałem do dziewczyny.
– O jeju- pisnęła Zuza – pójdziemy za to do więzienia!

Nagle usłyszałem rechot. To Ropuch zaczął zwijać się ze śmiechu. Nie mógł się powstrzymać widząc jak karmimy mlekiem ze spirytusem Agentów Unii. Za chwilę udzieliło się to pozostałym. Tarzali się po moim łóżku i wręcz umierali ze śmiechu.

Szczerze mówiąc sam ledwo mogłem się powstrzymać. Pieluchatorzy
coś bełkotali ale my z Zuzką nie odstawialiśmy im butelek, wręcz ssali przez smoczki dławiąc się.
Kiedy wypili do ostatniej kropli za kilka sekund jeden z Agentów zaczął coś mruczeć, potem zaczął robić idiotyczne miny i coś bulgotać
pod nosem.

Za chwilę drugi zaczął robić dokładnie to samo, a my wszyscy
patrząc na nich uśmiechaliśmy się pod nosem. Właściwie ja się uśmiechałem, chłopacy byli zapłakani od śmiechu.
– Myślę szefie, że są nawaleni jak automaty- wystrzeżył kły Ropuch.
– Co teraz? Puszczamy ich? – zapytała Zuza, widać było, że czuje respekt przed Agentami. W przeciwieństwie do mnie.
– Zwariowałaś Zuziu? – spojrzałem z szelmowskim uśmiechem na moich ejbów.- Rozbieramy ich do nagusieńka!
– Serio szefie? – dziwił się Cyc. – Może rzeczywiście Zuza ma rację?
– Nie gadać , do roboty panowie, Zuziu, ty odpocznij, posiedź sobie, weź
smoczka.
Dziewczyna posłusznie sięgnęła po przypiętego smoczka i wpakowała sobie do ust. Zaczęła go ssać i słodko się do mnie uśmiechnęła. Mrugnąłem do niej, sam nie wiem czemu. Spuściła wzrok i się chyba zarumieniła…

Zdjęliśmy im dosłownie wszystko- kombinezony, jakieś przewody podłączone do midofonów, koszulki ultrawinylowe, zostawiliśmy im tylko slipki.
– I co teraz szefuńciu? – spytał Ropuch cały w skowronkach.
– Jak to co? Pampersy im zakładamy, najgrubiej jak się da! – uśmiechnąłem się szeroko.
– Ha ha – zaśmiał się Cycek – no nie, szef jest wielki, wiem już o co chodzi!

Miał rację. Wiedział o co mi chodziło.
Bodajże za dziesięć minut Agenci pijani w trupa, zataczając się stali w naszej kryjówce z wypchanymi pampersami slipkami i bełkotali coś niezrozumiale na przemian.
– To nie wszystko! – powiedziałem do moich ejbów- niespodzianka! – podszedłem do mojej szuflady i wyjąłem z nich dawno już nie używane NUKI 5.

– Otwierać panowie Agenci paszcze! – zawołałem.
– Ehere se? a jak? a o co choo…choosi? – zapytał pijany jak bela Agent.

Wsadziłem mu do ust smoczka, i zakleiłem taśmą przeźroczystą, żeby nie mógł go wypluć. Drugiemu uczyniłem to samo. Oboje mieli z tyłu związane ręce.

Chłopacy zanosili się od śmiechu, nawet Zuzanna śmiała się rozbawiona.
Tak oto wypuściliśmy z naszej kryjówki dwóch dumnych Agentów Unii
Euroamerykańskiej zawiniętych w pieluchy, pijanych na amen i ssających
nieprzerwanie swoje nowe smoczki.

– Powiedzcie swoim szefom, że to nie jest wcale takie złe! że to wolny świat i nikt nam nie zabroni być ejbami! Nikt!! – wrzasnąłem kiedy wytaczali się z mojej siedziby.
Może nie zrobiłem dobrze, zachowałem się niegrzecznie, ale na sam
koniec zasadziłem temu wyższemu porządnego kopa w tyłek. Chyba i tak nie poczuł, bo miał na sobie za dużo pieluch.
Wróciłem do kryjówki.
– Szef to jest wielki- zawył Ropuch z podziwem.
– To tylko wygrana bitwa moi drodzy, wojna trwa nadal…- powiedziałem
zamyślony. Podeszła Zuzka i wsadziła mi do ust swojego smoczka. Kiedy to zrobiła i spojrzała mi głęboko w oczy, poczułem, że jestem w niej zakochany.
– To my już pójdziemy szefie- zawołali razem Ropuch, Cycek i Płaczek widząc moje maślankowate oczy.
You ain't cool unless you pee your pants