Aktualności: Chcesz mieć pełny dostęp do forum? Zarejestruj się i utworz konto :)

Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
Maj 20, 2019, 18:41

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji

Ostatnio na forum

użytkowników
  • Użytkowników w sumie: 114
  • Najnowszy: jan2229
Statystyki
  • Wiadomości w sumie: 2100
  • Wątków w sumie: 206
  • Dziś online: 4
  • Najwięcej online: 22
  • (Marzec 04, 2018, 11:26)
Użytkownicy online
Użytkowników: 0
Gości: 2
W sumie: 2

Shoutbox

szmugglarz: Generalnie prace techniczne na forum zostały zakończone z powodzeniem 2019 Apr 01 00:17:35

szmugglarz: Zdaje się, że usunąłem problem z krzakami. Gdyby jednak gdzieś się jeszcze zdarzyły proszę o info :) 2019 Feb 17 20:12:20

szmugglarz: Prace techniczne generalnie uważam za zakończone. Nieco się przy konwersji bazy polskie znaki rozpieprzyły co w najbliższym czasie zostanie naprawione. 2019 Feb 17 16:51:49

Autor Wątek: Przejażdżka taksówką  (Przeczytany 766 razy)

Offline marekkkk

  • Nowy
  • *
  • Wiadomości: 11
  • Karma: +2/-0
    • Zobacz profil
Przejażdżka taksówką
« dnia: Sierpień 08, 2018, 12:58 »
   Oto, co ja, wredna dziewczynka, nawyrabiałam.
Powiem uczciwie, ten pomysł pojawił się u mnie dawno i całkowicie mną owładnął! Jakiś czas temu pisałam z koleżanką z Moskwy, ona to właśnie cos podobnego zrobiła zanim dojechała do domu. I zdecydowałam się. Obmyślenie szczegółów pomysłu zajęło mi cały dzień, w końcu to nie to samo co wysikać się na jakiejś klatce schodowej. Walczyły we mnie dwie siły: zrobić TO oraz strach, ze wpadnę. Pragnienie zwyciężyło. Wieczorem wypiłam więcej wody. Przypomniałam radę tej koleżanki, że po wodzie mocz w pierwszej chwili prawie nie ma zapachu. Przed zamówieniem taksówki dziabnęłam jeszcze kieliszeczek koniaku, tak dla odwagi.  W takim trochę podniosłym nastroju, (alkohol nieco mnie rozluźnił i uspokoił) zaczęłam się zbierać. Na dworzu było jeszcze ciepło i dlatego założyłam swoja najkrótszą spodniczkę, kurteczkę do pasa, a na nogi pończochy i pantofelki. Majtek rzecz jasna nie zakładałam. Była prawie 8 wieczór. Przygotowana czekałam, kiedy zachce mi się do toalety i obmyślałam, dokąd mam jechać. Postanowiłam odwiedzić ciotkę, co mieszka na drugim końcu miasta, zatem jedzie się tam ponad poł godziny, czasu dość, by zrealizować zamysł. Wkrótce wypita woda dala o sobie znać charakterystycznym uciskiem w pęcherzu. Wybrałam numer i starając się nie denerwować, zamówiłam taksówkę. Po paru minutach ciemnozielona Wołga z logo po bokach już stała pod moją klatką. Usiadłam na tylne siedzenie z prawej strony, a siadając podwinęłam spódniczkę jak się dało najwyżej, żebym mogła jej dół plecami przycisnąć do oparcia siedzenia. Nie było to takie trudne, bo spódniczka była króciutka. Torebkę położyłam na kolana, żeby mniej rzucała się w oczy zadarta spódniczka. Majtki, czystą chustkę i rajstopy, żeby potem się przebrać, miałam w torebce. Umościwszy się podałam adres. Kierowca (nawet nie pamiętam jak wyglądał, ale chyba miał wąsy) kiwnął głową i ruszyliśmy. Siku już mi się chciało mocno. Bałam się. Wyjechaliśmy na ulice w kierunku centrum. Czułam coraz większy ciężar na dole. Zatrzymaliśmy się na światłach, a w samochodzie cicho grała muzyka i cykał licznik. Chciało się już niemiłosiernie, ale jakoś trzymałam mocno zaciskając nogi. Dłużej już nie mogłam. Byłam gotowa, tym bardziej, ze nie miałam sil więcej cierpieć. To było straszne. Dwa razy prawie już miałam poprosić kierowcę o zatrzymanie, by wyskoczywszy z samochodu kucnąć tuz przy tylnym kole i szczać, szczać, szczać!!! Ale postanowiłam. Jak tylko taksówka ruszyła, uważnie przyjrzałam się kierowcy, on uważnie patrzył na drogę i na mnie nie zwracał najmniejszej uwagi. Miałam szczęście. Bywają przecież bardzo gadatliwi kierowcy. Zwłaszcza, jeśli pasażerką jest młoda dziewczyna, będą całą drogę gapić się w lusterko wsteczne. Ten chyba nie był taki. Przygotowałam się. Zostało ze 20 minut jazdy. Rozluźniwszy mięsnie poczułam, ze zaraz ze mnie pocieknie i rzeczywiście poczułam jak na siedzenie poleciały pierwsze krople. Zaczęło się. Lekko podniosłam pupę sikałam nadal, jednocześnie udając, ze patrzę w okno. Ale robiłam siku nie tak jak zwykle, a porcjami, żeby siki nie rozlały się w dużą plamę, a od razu wsiąkały w tkaninę siedzenia. Ulga była nieziemska, myślę ze tego opisać słowami się nie da, to trzeba przeżyć! Tak po trochu sikałam i czułam, ze siedzenie namaka coraz bardziej. Ta przyjemność trwała ze trzy minuty i na koniec trochę napięłam się, by wycisnąć z siebie ostatnie krople moczu. Tak, zrobiłam to, wyszczałam się w samochodzie, w cudzym samochodzie, który jechał i kierowcą był nieznajomy mężczyzna! Prawie orgazm. Zakręciło mi się trochę w głowie, w oczach pociemniało. Boże, co to był za odlot!!! Ze słodkiego bujania w obłokach wyrwał mnie glos kierowcy. „Przyjechaliśmy, jesteśmy na miejscu” powiedział. Samochód już stal pod blokiem sąsiadującym z blokiem ciotki. Na wszelki wypadek podałam niedokładny adres. Płacąc za przejazd, zerkałam na siedzenie i zorientowałam się, że plama się powiększa. Tego już moje nerwy nie wytrzymały. Dałam pieniądze i jak strzała wyskoczyłam z taksówki wygładzając spódniczkę. Szybkim krokiem poszłam do najbliższej klatki. Najbardziej bałam się, ze kierowca zauważy mokrą plamę i pogoni za mną, by skasować za czyszczenie, ale obejrzawszy się zobaczyłam, że taksówka właśnie wyjeżdża z podwórka. Westchnęłam z ulga, było mi lekko na duszy i radośnie. Zrobiłam to! Uśmiechnęłam się na myśl o tym, jaką minę będzie miał kierowca jak zobaczy zaszczane siedzenie, albo następny pasażer jak usiądzie na mokrym! O, takiego kajfu nie czułam dawno. Adrenalina buzowała. Zadowolona i szczęśliwa prawie nie zapomniałam o jednym: Przecież faktycznie przez jakiś czas siedziałam we własnej kałuży i temu zamokły mi pończochy. Lekki zefirek zawiewał mi pod spódniczkę i chłodził nogi, a i pojawić się u ciotki nie wypadało w takim stanie. Weszłam do tej najbliższej klatki, od razu poczułam ten charakterystyczny zapaszek, co jest na prawie każdej klatce w naszym mieście. Weszłam na półpiętro, rozłożyłam reklamówkę i stanęłam na niej zdjąwszy pantofelki. Zdjęłam pończochy i chusteczką wytarłam nogi, potem włożyłam majtki, rajstopy i pantofelki. Chustkę i mokre pończochy rzuciłam w kąt. Już zebrawszy się do wyjścia poczułam, ze znowu trochę mi się chce. Nie było sensu cierpieć do ciotki więc zsunąwszy rajstopy i majtki do kolan, kucnęłam wprost na tym półpiętrze. Już po paru sekundach mój żółty strumień dźwięcznie uderzył o beton i rozpryskując się na setki maleńkich kropelek opryskał podłogę i moje buty też. Ale zaraz strumień z mojej dziurki przeobraził się w szeleszczący mocny potok moczu. On jak mocna fontanna uderzał w rozlewającą się na podłodze pienistą kałużę. Rozpryski leciały wszędzie, pantofelki i tak opryskane stały w morzu moich sikow. Prawdę powiedziawszy byłam nieco zdziwiona: przecież niedawno wysikałam się i znowu? Ale już ciśnienie osłabło i strumyczek się skończył. Napięłam się, by wycisnąć z siebie ostatnie krople moczu. Potrzęsłam energicznie pupką, strząsnęłam ostatnie kropelki, po czym wstałam i naciągnęłam majtki i rajstopy. Spojrzałam na swoja kałużę rozlewającą się po prawie całym półpiętrze, dwa suche miejsca miały kształt dokładnie jak moje buty. Uśmiechnęłam się, opuściłam spódniczkę i poszłam odwiedzić ciotkę. Byłam bardzo zadowolona ze swojego wyczynu wspominając mokre siedzenie w taksówce i kałużę na półpiętrze. Wszystko, co opisałam, zdarzyło się naprawdę.